Chcąc zmierzyć się z problemem likwidacji dzikiego wysypiska śmieci, jakie widzę każdego dnia przez okno swojego mieszkania, postanowiłem spotkać się z ludźmi, którzy mają już jakieś doświadczenie w tym zakresie. Pojechałem wraz ze swoją rodziną do Milówki, niewielkiej miejscowości niedaleko Żywca. Powitał nas Jan Kąkol, przewodniczący Rady Gminy. Usłyszeliśmy od niego piękną historię o tym jak wraz z mieszkańcami udało się wysprzątać brzegi rzeki Soły i zlikwidować olbrzymie dzikie wysypisko. Całą akcję koordynowało dwóch radnych Sławomir Salomon i Tadeusz Butor, którym udało się wciągnąć do współpracy zarówno władze gminy, sołectwa, ale i ponad dwustu mieszkańców, straż pożarną i lokalnych przedsiębiorców. Kilka firm udostępniło ludzi i sprzęt, taki jak na przykład ciężarówki. Niektórzy przedsiębiorcy w ten sposób mogli odpracować swoje zadłużenie wobec gminy. O przyłączenie się do akcji z ambony apelował ksiądz proboszcz. Sprzątanie trwało wiele dni, a na zakończenie urządzono piknik. Strażacy ugotowali grochówkę, która pokrzepiła strudzonych sprzątaniem mieszkańców. Akcja okazała się wielkim sukcesem. Miejsce, na którym były rozbite umywalki, stare wanny, gruz, popioły i sterty wszelakich śmieci jest teraz przygotowane by mogły tu powstać tereny rekreacyjne.
Zagospodarowanie dzikiego wysypiska to często długi proces. W Milówce, która pretenduje do miana miejscowości turystycznej na dawnym wysypisku przy rzece mają powstać boiska do piłki nożnej, siatkówki plażowej oraz kort tenisowy. To jeszcze trochę potrwa. Już teraz okoliczna ludność pilnuje swojego miejsca by nikt tu nie śmiecił. Po prostu wiedzą ile pracy kosztowało wysprzątanie śmieci, które często wcześniej sami tam wysypywali. Nad rzeką są już wystawione kosze na śmieci i kamienne palenisko, gdzie można spędzać przy ognisku słoneczne dni i rozgwieżdżone wieczory. Ludzie mawiają, że sukces ma wielu ojców, kiedy ktoś próbuje sobie przypisać osiągnięcia innych. W
Milówce zobaczyliśmy wielki szacunek do pracy innych. Wszyscy tu wiedzą, że bez współpracy nie udałoby się nic zrobić. Mam nieodparte wrażenie, że udało się posprzątać i odzyskać piękny teren dla wypoczynku, dlatego że mieszkańcy mają poukładane w głowach. Jest w nich miejsce na kwiaty, a nie śmieci. Wiedzą że, aby przyciągnąć turystów musi być czysto. Nikt przecież wakacji nie będzie spędzał na wysypisku śmieci. Na wiosnę, gdy będzie cieplej, znowu odwiedzimy to miejsce, by nasza córeczka mogła się pobawić nad rzeką, a my będziemy się jeszcze dowiadywać jak korzystając z doświadczeń Milówki posprzątać Wilkowice.
Dariusz Paczkowski