Dobrze się czują w zadbanym otoczeniu, lubią estetyczne pomieszczenia, chwalą zachowaną tam czystość. Ale częściej, rozglądając się z niesmakiem, narzekają: Jak tu brudno! Przykro tutaj usiąść, lepiej nie zatrzymujmy się. Widać, że nikt tutaj nie sprząta. I – beztrosko upuszczają co zbędne: papierki, puste opakowania, puszki, także szklane pojemniki kruszące się pod stopami, także nie wygaszone zapałki i niedopalone papierosy. Na przystankach, drogach, na spacerze za miastem, na górskich szlakach, wszędzie. Dlaczego? Dlaczego ciskasz w krzaki pustą butelkę, czemu, pogryzając ziarna słonecznika, upuszczasz łupiny pod siebie, czemu szeleszczącą folię po chrupkach zostawiasz tam, gdzie akurat stoisz? Gdyż nie spotyka ciebie za to nic przykrego. Nie zadrży ziemia pod nogami, nie wyrośnie przed tobą groźna postać archanioła, który oskarżycielsko wyciągnie palec w twoją stronę ani też umundurowany strażnik, co sięgnie do twojego portfela po wysoki mandat. Na straży naszej moralności stoją kodeksy prawne, nakazy i zakazy religijne, perspektywa kary lub nagrody. Zaś środowisko wydaje się bezbronne, a jego traktowanie zależy wyłącznie od naszego poczucia odpowiedzialności za nie. Lecz tylko wydaje się, bo już ukazują się i narastają następstwa wielowiekowego lekceważenia przyrody. Następstwa groźne i już zaczęliśmy się ich obawiać. Któregoś bardzo upalnego i bardzo suchego lata, kiedy trawa zrudziała i zeschła na siano i nawet drzewa cierpiały, co było widać po więdnących liściach, kiedy media apelowały o zachowanie ostrożności z ogniem i ograniczenie zużycia wody – obserwowałam mężczyznę, idącego parkową aleją kilkanaście kroków przede mną. W pewnym momencie rzucił końcówkę papierosa po prostu pod siebie i poszedł dalej. Wysuszona trawa natychmiast zaczęła dymić, dym szybko rozchodził się na boki, podskoczyłam, żeby go zadeptać. Facet nie obejrzał się. Czy postąpiłby tak u siebie w domu, we własnym obejściu? Otóż to: zapominamy, że tereny poza naszym prywatnym obejściem również są naszym domem. Myślę, że tutaj tkwi sedno zagadnienia.. Przez wiele wieków nasze otoczenie traktowaliśmy jako obszar eksploatacji – wszystko, od gruntu pod nogami, skał i kamieni aż po żyjące stworzenia, dzikie i hodowane. Zgarnąć, wykorzystać, skonsumować, sprzedać. Dawno zapomnieliśmy, że ta alejka, droga, las, morze – to nasze mieszkanie. Wspólne mieszkanie. Ziemia niesie nas wszystkich razem, jedziemy na jednym wózku. Zginiemy, jeśli nie zmienimy naszego sposobu myślenia. Ludzie już to wiedzą, ale nawet ta świadomość nie jest zdolna powstrzymać ich zachowania. Na przykład: wody omywające śmietniki i składowiska odpadów powoli penetrują warstwy ziemi i docierają do podziemnych zbiorników wody pitnej. Owszem, to budzi niepokój, zaczyna się coś projektować żeby zapobiec katastrofie – lecz nie zawsze, nie wszędzie znajdują się fundusze na realizację projektu. A składowiska śmieci narastają.
Co możemy robić?
Dalej informować o zagrożeniach jakie powstają – to nie zawsze skutkuje, ale dzwonić na alarm musimy dalej. Przypominać: Ludzie, to wszystko naokoło to nasz dom. Cała ta miejscowość i dalej poza nią, i warstwy ziemi pod nami i ko-puła powietrza nad nami – to nasz dom, uszanujmy go. I chyba jednak trzeba wypuścić w teren wielu strażników, nakładających mandaty za zaśmiecanie I znaleźć pieniądze na ich wynagrodzenie. Oraz dopuśćmy do głosu tego archanioła, co odzywa się w nas. Niech powtarza: Człowieku, jesteś u siebie, uważaj.
Halina Dobrucka