Referat I
Stan beskidzkich lasów Kazimierz Szabla – dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach Dzisiejszy stan naszych lasów ma bardzo głębokie uwarunkowania historyczne. W przeszłości nie zdawano sobie sprawy, że przenoszenie nasion z różnych sfer klimatycznych może doprowadzić do bardzo niebezpiecznych skutków. Nie zdawali sobie z tego sprawy Habsburgowie, którzy w XIX wieku zostali właścicielami znacznej części tych terenów. To właśnie oni decydowali o kierunku ich zagospodarowania. A jako że, tereny te począwszy od XIV wieku były systematycznie wylesianie, postanowili obsadzić je monokulturami świerkowymi. Zalesiono wówczas świerkiem prawie cały Beskid Śląski i Żywiecki, mając na celu, jak największe zwiększenie produkcji drewna, które stanowiło niezbędny surowiec dla dynamicznie rozwijającego się w tamtych czasach przemysłu. Do tego zadania świerk nadawał się wręcz idealnie. Trudno bowiem znaleźć inny gatunek, który zapewniałby około 1200 kubików drzewa na hektar. Można śmiało powiedzieć, że postępowanie to było przeciw naturze, gdyż w przeszłości Beskidy były królestwem jodły i buka, które stanowiły większość drzew na tym terenie. Świerk natomiast zajmował jedynie 20–25 procent ówczesnych drzewostanów. Już statystyka z 1937 roku podaje całkowicie odwróconą hierarchię. Buk i jodła zajmują coraz mniejszą powierzchnie lasów (z reguły od 3–20 procent), a w Nadleśnictwie Wisła znajdowały się i nawet takie stoki górskie, gdzie świerk stanowił 100 procent całego drzewostanu. Dopiero w dzisiejszych czasach zdajemy sobie sprawę z konsekwencji takiego postępowania. Świerk strzelisty, który został wprowa-dzony przez Habsburgów nie był świerkiem rodzimego pochodzenia i nie został stworzony przez naturę, która na naszych terenach takich drzewostanów nigdy nie ukształtowałaby samoistnie. Świerk jest bowiem gatunkiem borealnym – wywodzącym się z chłodnej strefy klimatycznej, z dużymi opadami deszczu. Nasz klimat natomiast systematycznie upodabnia się do klimatu śródziemnomorskiego. Zmiany te, są dla świerków ogromnym zagrożeniem. Nie przystosowane do warunków drzewa są bardziej narażone na choroby i pasożyty. W 2003 roku opracowaliśmy „Program dla Beskidów”. W tekście tym zdefiniowaliśmy wszystkie czynniki, których wspólne pojawienie się może zaowocować klęską. Wtedy nikt z nas nie przewidział, że minie tak niewiele czasu, aż wszystkie nasze katastroficzne wizje zaczną się spełniać. Na jesień 2005 roku huragan wywrócił kilkaset tysięcy drzew. Nie udało się nam przed zimą usunąć wszystkich zniszczeń, co doprowadziło do rozwoju niekorzystnych zjawisk gradacyjnych owadów. Chodzi tu zwłaszcza o kornika, którego tempo rozwoju jest ogromne. Wystarczy powiedzieć, że z jednej pary, która na wiosnę zasiedli się w drzewie, jeżeli nie uda się nam po-wstrzymać jej rozwoju, rozwija się około 200 tysięcy owadów. Przez kilka ostatnich lat ogromny problem stanowiła też susza. W lipcu i sierpniu 2006 roku opady wynosiły zaledwie kilkanaście milimetrów. Deszczówka nie dotarła więc do dna lasu, do gleby, wyparowując z powierzchni igliwia czy liści. Na to wszystko nałożyła się opieńka, która przy ociepleniu klimatu natrafiła na optymalne warunki do rozwoju. Warto przypomnieć, że jeszcze w latach 50 XX wieku opieńka dochodziła jedynie do 300–450 metrów nad poziom morza. Obecnie dochodzi do 1000 metrów nad poziom morza i atakuje już nie tylko świerki 100–150 letnie, ale nawet 10 czy 20 letnie. Wspólne wystąpienie wszystkich wymienionych przeze mnie czynników spowodowały masowe zamieranie lasów, które dzisiaj obserwujemy. Wymaga to konkretnych działań z naszej strony. Przebudowy drzewostanu nie da się jednak przeprowadzić w sposób nagły. Wy-magania ekologiczne gatunków, które na tych terenach wprowadzamy zmuszają nas do rozłożenia w czasie procesu przebudowy. Wiele młodych drzewek potrzebuje bowiem na początku swojego rozwoju osłony osobników starszych. Corocznie opracowujemy strategię działań, na którą składa się wiele elementów logistycznych i decyzyjnych związanych z różnego rodzaju działaniami, które w tej chwili podejmujemy. Dokładnie obliczamy np. ilość zatrudnionych ludzi czy miejsca ułożenia ściętych drzew. Każdego roku opracowujemy dziesiątki stron planu, w którym znajdują się sprecyzowane wytyczne dla każdego nadleśnictwa, leśnictwa i oddziału. Naszym działaniom od szeregu już lat towarzyszy stała osłona naukowa. Część tych badań jest finansowanych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Naukowcy, którzy je przeprowadzają są też recenzentami naszych działań. Oczywiście nie zawsze zgadzamy się z nimi, co do realności ich zaleceń, ale dobrze, że oni są i możemy stale się z nimi konsultować. Warto podać dane z wykonanych przez nas cięć sanitarnych. W 2006 roku było to 800 tys. metrów sześciennych, w 2007 1.400 tysięcy, w roku obecnym zamkniemy się na około 1.100 tysięcy. W 2007 roku na działania mające zapobiec procesowi rozpadu tych drzewostanów wydaliśmy 144 miliony złotych. Do walki z tragedią zatrudniamy około 4 tys. ludzi. Są to między innymi dziesiątki trocinkarzy, czyli ludzi, którzy wyszukują zasiedlone przez kornika drzewa. Każde z takich drzew należy wyszukać, oznaczyć, zanumerować i włączyć do rejestru informatycznego Lasów Państwowych. Gdyby takie drzewa nie zostały w odpowiednim czasie wyznaczone, okorowane i wywiezione to dzisiaj w ogóle nie byłoby świerków w Beskidach albo stałyby one martwe. Bardzo dużo osób zatrudnionych jest też do korowania. Czynność tę trzeba wykonywać ręcznie, gdyż świerki w Beskidach są zbyt duże, by do tej pracy można było użyć maszyn. Należy też zaznaczyć, że pochodzące z tej wycinki drewno, które w normalnych warunkach stanowiłoby świetny surowiec, z powodu swego stanu sprzedawane jest o wiele taniej. Chciałbym jeszcze powiedzieć, że 2008 rok jest dla nas sprzyjający jeżeli chodzi o opady. Po raz pierwszy od kilku lat suma mie-sięcznych opadów jest wyższa od tej wieloletniej. Przez ostanie kilka lat zawsze, zwłaszcza w lipcu i sierpniu, spadało tutaj dużo mniej deszczu. Nareszcie więc i pogoda zaczęła wspierać nas w naszej walce. A jest o co walczyć. Drzewostanów powyżej 80 lat na dzień dzisiejszy jest jeszcze 17,5 miliona metrów sześciennych. To jest olbrzymia wartość, bo to jest żywy las. Jeżeli zaś chodzi o wszystkie zagrożone drzewostany, bez względu na wiek, to ich masa przekracza 20 milionów metrów sześciennych. Przypomnijmy, że w latach 80 w Górach Izerskich klęska objęła 7 milionów metrów sześciennych drzewostanów. U nas może to być kilka razy więcej. Najbardziej zagrożone rozpadem obszary liczą sobie około 15 tysięcy hektarów. To przede wszystkim tereny Nadleśnictwa Ujsoły i Wisła. Poważne zagrożenie stanowią też lasy prywatne, których właściciele często nie stosują się do naszych zaleceń lub robi to o wiele za późno. W takiej sytuacji skażone kornikiem drzewa są dużym zagrożeniem dla lasów państwowych, bo przecież kornik nie zna granic własności prywatnej. A na obszarze Beskidów jest 201 tysięcy prywatnych właścicieli lasów. Oczywiście w procesie walki z tragedią nie chodzi jedynie o wycinkę, ale i jednoczesne obsadzanie. Bardzo mocno działa nasz program szkółkarski. Na potrzebę tych gór sadzimy kilkadziesiąt milionów sztuk sadzonek poza górami. Oczywiście do tego są potrzebne odpowiednie technologie, w które stale inwestujemy. Klęski mają to do siebie, że wywalają pozytywne inicjatywy. To co zostanie po tej klęsce to właśnie sadzonki z zaawansowanym system korzeniowym wyhodowane w nowoczesnych szkółkach. Na polskie potrzeby opracowaliśmy technologię szkółkarską dla 40 gatunków drzew. Sadzimy je w zakrytym systemie korzeniowym, w cyklu jednorocznym (poza jodłą). W naszej regionalnej dyrekcji będzie 6 nowoczesnych szkółek kontenerowych. Dzisiaj funkcjonują 4, a jeszcze dwie budujemy. Szkółki są naszą nadzieją, że uda nam się odbudować te lasy.
Referat II
Konflikty wokół lasów państwowych – Bogdan Gieburowski – zastępca dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach Chciałbym powiedzieć parę słów na temat strukturalnych konfliktów, w których lasy są zadomowione. Pierwsza, bardzo istotna sprawa dotyczy urbanizacji przestrzeni. Jest ona przyczyną częstych konfliktów z samorządowcami. Po każdych wyborach odbywamy z nowo wybranymi władzami spotkania na temat przestrzennego zagospodarowania terenu. Dochodzi wtedy do wymiany wzajemnych stanowisk. Gminy z reguły chcą rozbudowywać infrastrukturę. My nie chcemy się godzić, aby z różnymi zabudowaniami wchodzić coraz wyżej, gdyż ma to negatywny wpływ na stan lasów. Gdy plan rozbudowy zakłada wkroczenie na ważne dla nas obszary dochodzi do konfliktów. Na tej płaszczyźnie dochodzi też do sporów z właścicielami prywatnymi. Przykładów, w których właściciele gruntów prywatnych położonych w otoczeniu lasów państwowych chcieliby zbudować na terenie lasów drogi dojazdowe, mnożyć można wiele. Występują więc sprzeczne interesy leśników i właścicieli prywatnych, które są zarzewiem konfliktów. Często zdarzają się też dzikie inwestycje w postaci nielegalnych zabudowań. Kolejną płaszczyzną, na której powstają konflikty jest turystyka masowa. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że Beskidy słyną z świetnych stoków narciarskich i tras wycieczkowych. Dlatego jeżeli chodzi o turystykę wykazujemy daleko idącą życzliwość. Prowadzimy różne spotkania czy to z władzami Bielska odnośnie Szyndzielni, czy wójtem Wilkowic odnośnie Magurki. Staramy się brać pod uwagę różne punkty widzenia, jeżeli chodzi o wyznaczania nowych tras, budowanie wyciągów czy parkingów. Z naszej strony apelujemy o to, aby w planach zagospodarowania przestrzennego całego województwa wyznaczyć tereny o dominacji funkcji rekreacyjnej i jednocześnie takie gdzie będzie dominować funkcja ochronna czy produkcyjna. Tutaj dochodzi jednak do konfliktów dotyczących różnego zakwalifikowania tych samych gruntów. Wystarczy wspomnieć tutaj kilka spornych terenów, takich jak góra Żar czy Przełęcz Kocierska. Konflikty związane są także ze środkami finansowania. W dzisiejszych czasach gminy często uzyskują spore dofinansowanie z Unii Europejskiej, na przykład na kanalizację, wodociągi czy drogi. W tych przypadkach, gdzie niezbędna jest zgoda Lasów Państwowych na rozpoczęcie inwestycji, jeżeli tylko możemy, idziemy gminom na rękę, bo rozumiemy, że to są rzeczy bezwzględnie w gminach potrzebne. Z reguły problemu nie stanowią też nowe trasy rowerowe. Kłopot zaczyna się jednak chociażby z trasami zjazdowymi do downhillu. Jest to sport niezwykle niebezpieczny, dlatego nie wyznaczamy takich tras, gdyż w wypadku nieszczęścia odpowiedzialność spadnie właśnie na leśników. A my musimy dbać, żeby wszystkim użytkownikom lasów zapewnić bezpieczeństwo. Znów dochodzi więc do konfliktu interesów. Nie da się bowiem niestety wszystkich w lesie pomieścić. Konflikty związane są też z działalnością straży leśnej. Staramy się jednak, aby wszystkie jej interwencje odbywały się w pokojowej atmosferze. Ale jest to jednak organ przymusu, który po to ma pałkę, gaz i kajdanki, aby w kryzysowych sytuacjach ich użyć. Dlatego często występuje stereotyp, że leśnik jest tym, który broni dostępu do wspólnego dobra jakim jest las. Należy jeszcze wspomnieć o konflikcie wynikającym z rozziewu pomiędzy podażą a popytem drewna. Przemysł drzewny, ze względu na chłonność rynku, potrzebowałby więcej surowca niż Lasy Państwowe mogą dostarczyć. My nie możemy bowiem sprzedać więcej niż przyrasta drzew. Dlatego też często dochodzi do sporów pomiędzy nami a producentami, którzy chcieliby ciągłego wzrostu produkcji, co bez większej ilości surowca jest niemożliwe. Z dostarczaniem surowca wiąże się też problem stanu dróg, które często niszczone są przez pojazdy transportujące drewno. Staramy się zminimalizować to zagrożenie, jednak nie da się tego zrobić całkowicie, co stanowi kolejne zarzewie konfliktów, zwłaszcza, że nie jesteśmy w stanie zapewnić stałych napraw dróg gminnych i powiatowych. Oczywiście konflikty związane są także z wątpliwościami wysuwanymi pod adresem naszych działań przez środowiska naukowe czy organizacje pozarządowe. Na szczęście na naszym terenie panuje zasada dialogu, dzięki czemu udaje się nam dobrze współpracować z instytucjami sektora pozarządowego, co doskonale ilustruje przykład Fundacji Ekologicznej Arka.
Referat III
Beskidy jutro – Izabela Pigan – zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Bielsko Postaram się państwu krótko przybliżyć perspektywy, jakie stoją przed Beskidami. Zacznijmy od wyjaśnienia, czym właściwie jest „przebudowa”. Myślę, że większość z nas w sposób intuicyjny pojmuje to zjawisko jako swoiste przerobienie czegoś, co nam do końca nie wyszło. Bardziej naukowo rzecz ujmując trzeba powiedzieć, że jest to zmiana składu gatunkowego oraz struktury lasu. Możemy bowiem las, który jest jednogatunkowy przebudować na las wielogatunkowy. Możemy las jednowiekowy przebudować na las wielowiekowy, w którym egzystują obok siebie stare, nawet stuletnie, drzewa i te młode liczące sobie kilka czy kilkanaście lat. Możemy w końcu las jednopiętrowy, o niezróżnicowanej strukturze przebudować na las o strukturze zróżnicowanej, gdzie drzewa mniejsze i większe rosną obok siebie. W tym miejscu należy sobie odpowiedzieć na pytanie – dlaczego dokonujemy przebudowy? Odpowiedź jest prosta – dlatego, że taki las jest dużo bardziej stabilny i odporny na wszelkie czynniki, które mu zagrażają. Nawet, gdy się zdarzy, że zaczną umierać grupy drzew, to w takim przebudowanym lesie nie będą zamierać całe połacie. Taki stan możemy osiągnąć przez dostosowanie drzewostanu do panujących na naszym terenie warunków glebowych i klimatycznych. Należy zaznaczyć, że w dużej mierze przebudowa jest procesem naturalnym. Właściwie przez cały czas przyroda koryguje ekosystemy tak, aby dostosować je do zmieniających się lokalnych warunków. Niestety ten naturalny proces jest niezwykle długotrwały. W obliczu gwałtownych katastrof, takich jak ta beskidzka, nie możemy sobie pozwolić na bierne czekanie na zmiany. Musimy więc sami działać. Przede wszystkim staramy się popierać odnowienie naturalne – samoistne pojawianie się gatunków. Doskonałym tego przykładem są buki, które znajdują się obecnie w ekspansji, z całych sił przez nas wspieraną. Nie zawsze udaje się ograniczyć jedynie do pomagania przyrodzie. Czasem zdarza się bowiem, że las jest już na granicy całkowitego zamarcia. W takich wypadkach człowiek musi odegrać główną rolę i samemu zająć się sadzeniem. Najlepiej, gdy dzieje się to pod osłoną starego lasu, który ochrania młode drzewka. Niestety nie zawsze ma się taki komfort. Na terenach całkowicie wylesionych musimy wprowadzić więc tzw. gatunki pionierskie, takie jak – brzoza, jarzębina, wierzba. Dopiero, gdy osiągną one odpowiedni wzrost, pod ich okapem będziemy mogli posadzić gatunki właściwe. Dlatego na wylesionych terenach dopiero za około 50 lat będziemy mogli obserwować wielogatunkowy las. Proces przebudowy w Nadleśnictwie Bielsko, trwa właściwie już od kilkudziesięciu lat. Dlatego też nadleśnictwo to należy do jednego z najbardziej przebudowanych. Na początku lat 50 minionego wieku na terenach obecnego Nadleśnictwa Bielsko dominacja świerka była bezapelacyjna. Już 40 lat później sytuacja wyglądała o wiele lepiej – dużo miejsca zajął buk, który przez wcześniejsze lata konsekwentnie dosadzano. Obecnie świerk dominuje jeszcze przede wszystkim w Szczyrku, gdzie też mamy najwięcej problemów. Naszym docelowym zamierzeniem jest to, aby na całym terenie nadleśnictwa panowały drzewostany mieszane: buko-wo-świerkowo-jodłowe, bądź też z udziałem innych gatunków. Mam wielką nadzieję, że nasze plany zostaną zrealizowane jeszcze za naszej kadencji.