Korzyści płynące z drzew

Najwięcej drzew jest w lesie, ale przecież nie tylko tam rosną. Uczestniczą też w naszym życiu w miastach i wioskach, a ich roli nie sposób nie doceniać. Od wieków współtworzą krajobraz. To one pomagają nam „czytać go i rozumieć”: wyznaczają linie dróg, bieg rzek, obrysy ludzkich siedzib. Budując dom ludzie dawniej otaczali go drzewami dla ochrony i pożytku. w architekturze krajobrazu istnieje pojęcie drzewa opiekuna. Takim drzewem na naszych terenach była zwykle lipa. Sadzona jako niewielki pęd, po latach nabierała siły i zaczynała chronić domostwo obdarzając domowników spokojem, ciszą, cieniem, zapachem i miodem. Współżyjąc na co dzień z drzewami, ludzie zdawali sobie sprawę z ich znaczenia. Dzisiaj obserwuje się niestety coraz częściej prawdziwe akty wandalizmu. To trochę jakby ludzie zapomnieli jak wiele im zawdzięczamy. W ostatnich czasach pojawia się na szczęście wiele głosów za przywróceniem obecności drzew w naszym życiu. Nieraz argumentem przemawiającym za posadzeniem w mieście drzewa są względy czysto materialne. W niektórych krajach (głównie USA) podejmuje się nawet próby wyceny monetarnych korzyści płynących z żywych drzew w miastach. Jest to zagadnienie coraz bardziej istotne ze względu na stale pogarszające się warunki życia mieszkańców miast. Życie na „wyspach ciepła”, które tworzą się w centrach wielkich miast sprzyja rozwojowi wielu chorób cywilizacyjnych. Drzewa kształtują mikro- i makroklimat. W odniesieniu do klimatu globalnego drzewa mają istotny wpływ na redukcję gazów cie-plarnianych. Drzewa mają zdolność pochłaniania CO2 i wbudowywania go w swoje tkanki. Zdolność ta przyczynia się do obniżenia sumy dwutlenku węgla w atmosferze. Wielkie, długo żyjące i umiarkowanie rosnące drzewo może zgromadzić 3 tony węgla, to jest 1000 razy więcej niż zgromadzone przez małe, krótko żyjące drzewo. Jeśli chodzi o skalę lokalną można wymienić kilka podstawowych korzyści ściśle związanych ze wzrostem i funkcjonowaniem drzew w mieście: • regulacja temperatury powietrza • oczyszczanie powietrza • ograniczanie spływu powierzchniowego • ograniczanie hałasu • tworzenie siedlisk dla innych gatunków • korzyści społeczne Regulacja temperatury powietrza Drzewa obniżają temperaturę powietrza przez ocienianie i transpirację. Efekt chłodzący pojedynczego drzewa przyrównuje się do pracy 5 klimatyzatorów przez 20 godzin na dobę. Właściwie posadzone i utrzymane drzewa przy domu mogą spełniając funkcję doskonałej osłony przeciwwietrznej, obniżając koszty ogrzewania o 10–12%. Dobrym przykładem zastosowania teorii w praktyce jest Atlanta. W mieście tym istniał niewydolny system klimatyzacyjny i stale przeciążona sieć elektryczna zaopatrująca tenże system. Problem zlikwidowano prowadząc kosztowne nasadzenia. Przez posadzenie 5 tys. większych drzew i 60 tys. mniejszych zredukowano o 1/3 zasięg wysp ciepła co automatycznie przełożyło się na wyraźną redukcję kosztów wydawanych na energię do chłodzenia pomieszczeń. Rozwiązanie problemu za pomocą drzew pozwoliło nie tylko oszczędzać energię, ale też zredukować ilość gazów cieplarnianych powstających przy jej powstawaniu. Oczyszczanie powietrza Drzewa redukują zanieczyszczenia pyłowe i gazowe znajdujące się w powietrzu. 100 drzew usuwa 454 kg zanieczyszczeń rocznie. Na ulicy pozbawionej drzew może być 3 razy wiecej znieczyszczeń pyłowych niż na ulicy zadrzewionej i dziesięciokrotnie więcej niż w pobliskim parku. Obliczono, że w dużym mieście jak Chicago, drzewa usuwają w ciągu sezonu wegetacyjnego 5575 ton zanieczyszczeń. Wartość tej „jednorocznej pracy” wyniosła ponad 10 mln dolarów. Należy jednak zaznaczyć, że tak spektakularne efekty oczyszczania powietrza zawdzięczamy tylko dużym drzewom (małe oczyszczają powietrze o 60–80 razy mniej). Drzewa wzbogacają też powietrze w substancje lotne, które mają charakter bakteriobójczy, stymulujący proces oddychania i krążenia oraz regulujący prace układu nerwowego u ludzi. Ograniczanie spływu wód powierzchniowych Polska ma jedne z najmniejszych w Europie zasobów wód powierzchniowych porównywalne do zasobów Egiptu. Jednym z powodów niedoborów wody w naszym kraju jest zbyt szybki spływ powierzchniowy. W miastach woda opadowa spływa po nieprzepuszczalnych nawierzchniach, a w terenach otwartych systemem rowów melioracyjnych. Drzewa w znacznym stopniu ograniczają spływ wód opadowych. W czasie opadów liście przechwytują wodę, która pozostaje w obrębie korony, pod koroną w resztkach organicznych i w tkankach drzewa. Część wody wyparowuje, część skapuje z liści i gałęzi, część spływa po pniu. Drzewa redukując natężenie i tempo spływu powierzchniowego mają wpływ na zmniejszenie niebezpieczeństwa powodzi. Możliwość magazynowania wody w obrębie korony dużego drzewa określa się na około 280 do 450 litrów. Przy czym powierzchnia liści 100-letniego buka, odpowiada 6–7 lipom o średnicy korony ok. 10 m i aż 1700 młodym bukom o średnicy korony 1 m. Ograniczenie spływu powierzniowego redukuje koszty budowy instalacji burzowych Badania w stanie Arkansas dowiodły, że zwiększenie powierzchni zajmowanej przez drzewa z 27% do 40% spowodowało spadek o 31% spływu wód powierzchniowych. W rejonie Baltimore – Waszyngton obliczono oszczędności z redukcji spływu wód powierzchniowych na ponad 4,68 bilionów $. Dodatkowe pozytywne działanie drzew, zwłaszcza szybko rosnących polega na ich zdolnosci detoksykacyjnych, które np. polegają na oczyszczaniu wody z metali ciężkich. Ograniczenie hałasu Właściwie posadzone drzewa i krzewy redukują nawet o 50% odczucie hałasu. Skuteczność barier z roślinności jest w dużym stopniu związana z percepcją walorów krajobrazowych. Subiektywne odczucie natężenia hałasu jest niwelowane przez wrażenia estetyczne – zwiększenie „psychologicznej” skuteczności bariery akustycznej jest możliwe nawet o 75%. Wizualne walory barier z roślinności uważa się za ważniejsze dla zmniejszenia odczucia słuchowego hałasu, niż surowe bariery sztuczne. Ostoja dzikiej przyrody Tereny zadrzewione przyciągają ptaki i innych przedstawicieli dzikiej przyrody. Badania awifauny wykazały, że na terenach pokrytych co najmniej w 50% przez drzewa i inną roślinność występowały różne gatunki ptaków, a także wiewiórki. Na terenach bez drzew dominują myszy i szczury. Korzyści społeczne Mieszkańcy dużego miasta zapytani, jakie z 25 różnych rzeczy są ważne dla ich szczęścia wybrali kwiaty i drzewa ze względu na ich piękno i pozytywne oddziaływanie psychologiczne. Stwierdzono, że otoczenie przyrodnicze poprawia nastrój, zwiększa poczucie wartości, poprawia koncentrację, wpływa na lepsze stosunki międzyludzkie i tworzenie wspólnoty mieszkaniowej. Pacjenci szpitali zdrowieją szybciej po operacjach, kiedy ich pokój ma widok z okna na drzewa. Stwierdzono łagodzące działanie zieleni na dzieci z ADHD oraz agresję osób z chorobą Alzheimera. W Wielkiej Brytani, Holandii i USA stwierdzono wpływ parków założonych wokół domów na zmniejszenie przestępczości o 38 do 55% oraz na stymulowanie organizacji grup mieszkańców dla utrzymania tych terenów. Właściwie posadzone drzewa wpływają na bezpieczeństwo ruchu przez zmniejszenie monotonii trasy i redukcję oślepiania ze strony pojazdów. Wielkie i silne drzewa są odbierane jako dziedzictwo narodowe i nadają miejscom (często w powiązaniu z architekturą) monumentalną jakość. Jak wynika z powyższych rozważań korzyści płynących z drzew jest wiele. Są one jednak wciąż nieuświadamiane i przez to nie-doceniane przez mieszkańców. Jednak pomału i to się zmienia. Wyraźną tego oznaką może być np. wzrost wartości działek z dobrze urządzonym krajobrazem, a także promowanie i intensywny rozwój turystyki i rekreacji powiązanych mocno z terenami otwartymi. Zbliża się czas kiedy będziemy otaczać drzewa rosnące wśród nas coraz większą troską i szacunkiem. Mamy coraz większą świadomość ich wartości dla naszego życia, a także zdajemy sobie sprawę, że nie tak łatwo byłoby ich obecność zastąpić.

Opracowano na podstawie: Marzena Suchacka: „Ile zarabiają drzewa w mieście” Karina Paczkowska


Drzewa Życia

Człowiek od początku swego istnienia zauważał drzewa. Podobnie jak on miały pozycję wertykalną, unikalną w świecie przyrody i może dlatego były postrzegane jako coś osobliwego i niezwykłego. Dla archaicznej osobowości drzewo stanowiło cały kosmos – powtarzało go, reasumując i symbolizując. Było tą cząstką świata, która najpełniej odtwarzała całość. We wszystkich kulturach istniały Święte drzewa, nazywane w zależności od tego, którą właściwość wszechświata przywoływały bądź uosabiały. Istniały więc drzewa Życia, Wiedzy, Drzewa Kosmiczne. Drzewo Życia istniało już w najstarszych warstwach życia religijnego (Australia, Chiny, Indochiny, Indie, Fenicja, Mezopotamia). Utożsamiane było ze źródłem nieśmiertelności, oznaczało moc – moc porządku życia. Posiadało zdolność ciągłego wzrostu i regeneracji, w nim krążyła też żywica (samo słowo nawiązuje już do elementu życia). Drzewo Życia powraca do nas w wielu baśniach, legendach i opowieściach – dość wspomnieć choćby biblijny Raj. Drzewo Wiedzy (Poznania, Wiadomości) istniało w starożytnym Egipcie i Indiach, a poprzez Stary i Nowy Testament także w kulturze średniowiecznej i nowożytnej Europy. Jego owoce dawały zdolność rozróżniania dobra od zła, umożliwiały głębszy wgląd w otaczającą rzeczywistość. Cena tych owoców była jednak niezmiernie wysoka, a ich zdobycie trudne i ryzykowne. Drzewo Kosmiczne występuje we wszystkich kulturach. To gigantyczne drzewo obrazujące Kosmos opisywane jest w pozycji odwró-conej, symbolizującej zstępujący ruch stwarzania pokazujący, że korzenie życia tkwią w Niebie. Nasze Życie, wszystko, co nas otacza, to Gałęzie splecione ze wszystkich Żywiołów: Ziemi, Wody, Powietrza, Ognia i Eteru. Przywołać tu można koncepcję Platona, która ukazuje człowieka jako odwrócone drzewo, chodzące konarami po Ziemi, a głowę, czyli korzenie, mające w słońcu. W dziwny sposób wiąże się to ze stwierdzeniem Darwina dotyczącym lokalizacji roślinnych mózgów właśnie w korzeniach. Drzewo Kosmiczne stanowi również Oś Świata – Axis mundi, centrum, wokół którego wszystko się obraca. Oś ta przenika wszystkie warstwy Świata od najniższych piekieł po najwyższe nieba. Jednym z bardziej znanych Drzew – Osi jest olbrzymi Jesion Skandynawii – podpora Świata. Zawsze istniały miejsca Święte, miejsca sacrum, gdzie człowiek mógł się skontaktować ze sferą Ducha. Do stworzenia takiej przestrzeni niezbędne było Drzewo i Kamień. Często też pojawiała się Woda. Tworzyło to mikrokosmiczny krajobraz odzwierciedlający całość. Takim miejscem były Święte Gaje. W nich to oddawano cześć nie drzewom, ale temu, co sobą reprezentowały. Szacunek im okazywany był wyrazem uznania dla przyrody za jej niezmordowaną i płodną twórczość oraz dla Życia we wszystkich jego odmianach. Słowiański Gaj to przestrzeń, w której nie tylko odprawiano rytuały, święta i sądy. Pod patronatem odwiecznych drzew prowadzono też narady, spotkania, składano obietnice i przysięgi. Leczono, bo ludzie słuchający głosu bogów także to potrafili. Właściwości uzdrawiające posiadały też same drzewa. Rozczepione pnie służyły do przeciągania chorych, czasem wystarczał sen w uzdrawiającym cieniu, czasem owoc lub wywar z liści. Brückner w Słowniku etymologicznym języka polskiego podaje, że wyraz zdrowie w języku prasłowiańskim wywodzi się wprost od słowa drzewo. Według Gieysztora największym uznaniem cieszyły się u Słowian dęby, lipy, klony (jawory), jesiony i wiązy. Słowianie okazywali wielki szacunek świętym drzewom, ale do lasu i „zwyczajnych drzew” w nim rosnących mieli stosunek jak najbardziej użytkowy. Las obfitował we wszystko, co potrzebne było do podtrzymania i rozwoju życia, w budulec, pożywienie i najdroższy dar drzew – ogień. Ludzi z Drzewami zawsze łączyły nie tylko więzy mistyczne, ale też zależności biologiczne. Przetrwanie lasów to warunek ciągłości istnienia biosfery, a w niej naszej kultury i cywilizacji. Drzewa pełnią rolę swoistych „sejsmografów” biosfery oraz pneumatosfery – sfery ducha, emocji i nastroju. Stan otaczających nas drzew określa stan kultury, który sobą prezentujemy. Często zapominamy, że drzewa oprócz wartości ekonomicznej posiadają i inne wartości. Współtworzą logikę, piękno i dobro świata. Stanowią wartość estetyczno-etyczną. Zanikanie lasów to katastrofa ekologiczna, która z trudem dociera do świadomości ogółu. Skrajnym przykładem współczesnego podejścia do drzew jest traktowanie pseudonormatywne, które degraduje drzewa do roli obiektów wywołujących kolizje, zagrażających mieniu i życiu ludzi. Warto, byśmy dziś nauczyli się spoglądać na drzewa z dawno zapomnianym szacunkiem i zrozumieli, że nadal warunkują one nasze życie, że ich potrzebujemy. Najwyższy czas zacząć je chronić i kochać tak, jak na to zasługują. I jak tylko my to potrafimy.

Karina Paczkowska


Drzewa do wymiany

Wycinka świerka w Beskidzie Żywieckim jest prowadzona na olbrzymią skalę. Zamiast planowych 78 tysięcy drzew, leśnicy musieli usunąć ponad 200 tys. w 2006 roku. W kolejnym roku piła dosięgła już 300 tysięcy świerków. To cena za błędy sprzed 150 lat. Nadleśnictwo Wisła. Budynek stoi tu od ponad stu lat. – Spadek po babce Austrii – śmieje się inż. Andrzej Klimek, leśniczy. Gęsta kręcona broda, kościste dłonie mocno trzymają kierownicę. Terenówka pnie się beskidzkimi serpentynami. Po lewej zalew w Czarnym, po prawej, nieco ku górze, mur odrestaurowanego Zameczku. Jeszcze kilka miesięcy temu dawna rezydencja Mościckiego kryła się za gęstym lasem. Teraz kłuje w oczy. Za ogrodzeniem ekipa w pomarańczowych kamizelkach. – Wynajęli prywatną firmę do wycinki drzew i wywózki – rzuca Klimek. Droga na Stecówkę od Czarnego zalana asfaltem. Na szczycie niby nic się nie zmieniło. Drewniane Sanktuarium z Matką Bożą Fatimską, schronisko i gościnne gospodarstwo Kukuczków. Niby, ale prześwit jakby większy, wiatr smaga mocniej. Jeszcze w ubiegłym roku miejscowi wygrażali tu pod adresem leśnictwa, na ucho turystom: – Rabują nam lasy! Ino patrzyć, jak nas tu zdmuchnie! Jeden turysta nawet na policję zgłaszał, że wycinka nielegalna. Inni zgubili się w lesie, bo nagle szlak zniknął. Awanturowali się w nadleśnictwie. Klimek: – Zmobilizowaliśmy miejscowych proboszczów, mają posłuch, niech z ambon wytłumaczą, że my las ratujemy. I księża tłumaczyli, rozdawali ulotki. Górale nabrali zaufania, a całkiem uspokoiło się, jak nadleśnictwo zaproponowało im pracę. – Sezonową – tłumaczy Klimek – bo nie wyrabialiśmy z korowaniem drzew. Mobilizacja była natychmiastowa. Kto chciał, dostawał coś w rodzaju łopaty i strącał korę ze ściętego świerka. Trochę to wysiłku, ale zysk całkiem niezły. Protestowali też ekolodzy. Że rabunek i zbrodnia dla klimatu. Teraz tną z leśnikami, bo nie ma wyjścia. Fundacja Ekologiczna Arka włączyła się na dużą skalę. Zmobilizowali gimnazjalistów z Bielska-Białej. Posadzili siedem tysięcy drzew na Skrzycznem w Szczyrku. W kampanii „Ratujmy Beskidzkie Lasy” w ubiegłym roku pomagali artyści Paweł i Łukasz z Golec uOrkiestra, Piotr Skucha z Kabaretu Długi. Zaangażowało się też kilku polityków, nawet sam marszałek Bronisław Komorowski. Przerwać cykl rozwoju 19 listopada 2004 roku. Wtedy zaczęło się na dobre. – Wiatr hulał cały dzień – opowiada Klimek. – Jak przyszła noc, tak zawyło, że wyrwało cały ten las. Zatacza ręką elipsę wzdłuż szerokiego prześwitu. Klimek, inżynier nadzoru, w leśnictwie pracuje od ponad 20 lat. Takiego pogromu natury przedtem nie widział. 123 hektary powywracanych pni, wystające korzenie. Góra wyłysiała zupełnie, bo wiatrołom dziurę na wylot wybił. Jesienią ekipy porządkowe sprzątały. Nie zdążyli. Metrowa pokrywa śniegu zablokowała akcję. Trzeba było czekać do wiosny. Zanim wkroczyli na pogorzelisko leśnicy, kornik już tu był. Masowo się mnożył. Klimek: – Nie oznacza to, że nie mieliśmy do czynienia z nim wcześniej, ale wtedy po listopadowej nocy przyroda na dobre się zbuntowała. Wobec czego? Klimek: – Wobec planów człowieka. Ponad 150 lat temu rządzili tu Austriacy. Na siłę posiali świerki. Dawały najwyższą produkcję z hektara. Rosły w imponującym tempie. Kwitł obrót drewnem – kupowały huty, kopalnie, producenci mebli i instrumentów. Sięgające chmur, proste, godne drzewa zmieniły całkowicie beskidzki krajobraz. Region przyciągał turystów. Baranią Górę, Babią Górę przekształcono w rezerwaty. U podnóża gór rozwinęła się 4,5-milionowa aglomeracja. Jak mówią wiślańscy leśnicy, Habsburgowie nieźle to sobie wymyślili: świerk sam się sieje. Jak po zimie stopnieje pokrywa śniegu, na wiosnę wszędzie pełno szczotek, jakby zbożem wysiało. W latach 80. zajmował 90 proc. powierzchni gór. Teraz habsburski świerk to staruszek, w dodatku pod obstrzałem kornika, i to w najgroźniejszej postaci – drukarza. Czarny owad wielkości główki od zapałki potrafi w ciągu sezonu wyprowadzić kilka generacji. Nie straszna mu zima, chowa się pod korą lub w glebie. Ale nie znosi wilgoci. Susza sprzed dwóch lat była dla niego rajem. W błyskawicznym tempie drukarz atakował kolejne drzewa. Klimek: – Samiec nadlatuje i wygryza od razu komorę godową w kształcie widełek. Ma z reguły trzy samice, które składają jaja w tzw. chodniku macierzystym. Wylęgają się larwy i gryzą łyko. Rosną do przepoczwarzenia. Z jednego świerka wylatuje ich tyle, że 20 drzew w najbliższym kręgu zaraża. W tym trudność, by przerwać cykl rozwoju. Nabierają się i giną Wjeżdżając do Ustronia, świerka próżno szukać. W oczy rzuca się nowa gama barw. Jesienią przeważa pastel, odcienie czerwieni, brązu, żółci. Tak wyglądają lasy bukowe z udziałem jodły, jawora i już tylko domieszki świerka. Kilka kilometrów dalej wiślańskie szczyty straszą pustkami. Ginie las sprzed okien domów. Mieszkańcy kilku gospodarstw, gdzie właśnie wycięto cały pagórek drzew, muszą przyzwyczaić się do zmian. Do niedawna spoglądali tylko na zalesioną Pietraszonkę. Od kilku miesięcy widzą już maszt na Ochodzitej i dachy Koniakowa. A Pietraszonka prawie łysa. Wycinka świerka w Beskidzie Żywieckim jest prowadzona na olbrzymią skalę. Zamiast planowych 78 tys. drzew, leśnicy musieli usunąć ponad 200 tys. w 2006 roku. Dwanaście miesięcy później piła dosięgła już 300 tys. świerków. – Widzimy nieznaczny spadek, bo do połowy października br. wycięliśmy już „tylko” 220 tys. drzew – tłumaczą w Nadleśnictwie Wisła. Natura broni się sama, rozwijają się grzyby, które pasożytując niszczą kornika. Co miesiąc zbiera się sztab antykryzysowy. Trzeba opracować strategię każdego ruchu, bo kornik atakuje w coraz to nowych partiach gór. Praca musi być lokalizowana, każdy ma swój oddział i zadanie. Trocinkarze tropią żerowiska kornika – jak znajdą larwy, znaczą błękitną linią, nadają numer i wtedy wiadomo, że do sześciu tygodni trzeba ciąć, zanim drukarz się przepoczwarzy. Jeśli się nie uda, ginie setka drzew na jednej działce. Po ścince okorowanie. Płaty kory wystawia się na słońce: albo wypali larwy, albo pomogą ptaki. Gałęzie idą pod ogień. Ale drukarz robi psikusy. – Tego świerka cholernik nie ruszył! – Klimek wskazuje palcem na samotne drzewo. – Zdrowe, to nie wycięliśmy, ale jak to teraz wygląda?! Kilometr dalej połacie wystających i powywracanych korzeni. Efekt szaleństwa wiatru. Duża część lasu jeszcze stoi, bo na skraju leśnicy ustawili pułapki feromonowe. Na drewnianej tarczy wisi słoik z czerwoną cieczą. Wabi samce zapachem samiczek – wyczuwają go już do dwóch kilometrów. Nabierają się i giną. Kłopoty z właścicielami Na drogach w Wiśle coraz ciaśniej. Z Malinki, Czarnego, z Kubalonki przeciskają się ciężarówki z drzewem. Hałas, spaliny. Mosty i drogi ledwo wytrzymują takie natężenie ruchu. Ścięte świerki trafiają do tartaków. Właściciele narzekają, bo lada chwila rynek nasyci się drewnem. Mimo że cena spada. Za kubik drewna tartacznego można było dostać ponad 200 zł rok temu. Teraz ledwo 170 zł. Kryzys światowy też zrobił swoje. Problemy sypią się jak z rękawa. Gigantyczne świerki wyciągane są z lasu przez traktory. Ciężki sprzęt sieje spustoszenia. Jak spadnie deszcz, a pod kołem poruszy się gleba, do ujęć z wodą spływa błoto. Górale korzystają z ujęć własnych. W Istebnej organizują się nawet całe przysiółki. Stąd prosto do sąsiada na południe płynie Olza spod Gańczorki. – Przez zrywkę kilka razy mętna woda była. Czesi narobili rabanu, bo tuż za granicą mają hodowlę pstrąga – opowiada Klimek. Awantura na najwyższym szczeblu, skargę wysłali do wojewody śląskiego. Chcieli odszkodowań. Teraz już strona polska daje sygnał: Czesi zakładają wtedy filtry i nabierają czystej wody do zbiorników. Kolejna logistyczna przeszkoda to prywatni właściciele lasów. Państwowe siły mogą tylko prosić i przekonywać: wytnijcie swoje świerki, bo inaczej las nie ma szans. Jak jest opór, sprawa trafia do starosty, czasem i do sądu. Właściciele prywatnych lasów zasłaniają się kosztami: za swoje trzeba wynająć ekipę do cięcia i transport do wywozu, a potem sprzedać, i to szybko. W Beskidach leśnictwo oznaczyło też całe hektary lasów „bezpańskich”. Szukają spadkobierców czasem całymi miesiącami, bo bez ich zgody z piłą wkroczyć nie można. I cisza. Klimek: – Ostatnio zdecydowaliśmy się na eksperyment. Kornika nie obchodzi, że to las prywatny. Tniemy, a środki ze sprzedaży odkładamy na osobne konto. I piorunem właściciele się znajdują!

Tygodnik Powszechny, Joanna Brożek, 25.11.2008