Nasze zwierzaki

Tutaj przedstawiać będziemy historie zwierzaków, którym do tej pory udało nam się pomóc, dofinansowując ich leczeniu i/lub znajdując im odpowiedzialne domki! Zachęcamy do zapoznania się z ich historiami, które – niestety – stworzyli im ludzie.


JOŻIN

Jożin to kilkuletni, średniej wielkości psiak, który miesiąc temu, dzięki wielkiemu sercu naszej koleżanki, Agnieszki, został zabrany z pseudo-schroniska w Olkuszu. Pseudo, gdyż przebywające w nim zwierzaki mają ciężki los – są niedokarmione, przebywają w prowizorycznie zrobionych budach, co przy ostatnich, dwudziestokilku stopniowych mrozach skończyło się zamarznięciem niektórych z nich! Jożin został uratowany – lecz tylko dzięki temu, że był w złym stanie fizycznym: trzeba było operować zlokalizowanego z tyłu ciała guza.

Dziś Jożin jest już po zabiegu kastracji, odpchleniu i odrobaczeniu, których koszt udało nam się pokryć. Sympatyczny i łagodny psiak przebywa teraz w domu tymczasowym w Żywcu, z innymi zwierzakami, więc stały opiekun jest pilnie potrzebny!

kontakt w sprawie adopcji Jożinka: Aga, 607–488–598

Jozin

KICIA

Kicia to kolejny kociak, którego leczenie dofinansowaliśmy – to około sześciomiesięczna kotka, której mama i jedno z rodzeństwa zginęło pod kołami aut na bardzo ruchliwej ulicy Warszawskiej w Bielsku-Białej. Przeżyła tylko ta kicia dzięki temu, że była dokarmiana przez kilka miesięcy. Spała w kartonowych pudłach w śmietniku kwiaciarni. Jak to z bezdomnymi kotami bywa, jedni ją dokarmiali, ale zdarzali się i tacy, którzy dla zabawy albo żeby się po prostu wyżyć straszyli ją.

I wreszcie stało się coś złego. Co? Nie wiadomo. Samochód, człowiek, pies… Na bezdomne koty na każdym kroku czyhają różne niebezpieczeństwa. Kicia pojawiła się ze zmasakrowaną łapką. Nasza koleżanka, Ewa, złapała ją do klatki pułapki i stamtąd trafiła do lecznicy. Okazało się, że ma złamanie palce z przemieszcze­niami, ropne zakażenie aż do kości. Z kocią łapką jest już w porządku, niestety pojawiły się komplikacje innej natury: kotka ma grzybicę jak wiele bezdomnych kotów i z tego powodu są problemy z umieszczeniem jej w domu tymczasowym. Wszędzie są koty które mogłaby zarazić, jednak grzybica nie jest chorobą nieuleczalną i dzięki konsekwentnym staraniom weterynarzy kicia z pewnością wyzdrowieje i znajdzie wspaniały dom. Pomóżmy jej w tym!

Kicia

LOLA I DIEGO

Lola i Diego to ostatnie kotki z gromadki, zabranej w październiku i listopadzie z żywieckiego schroniska. Dwa tygodnie temu wyszły z lecznicy i pojechały do swoich nowych opiekunów – Diego do domu stałego, do naszego fundacyjnego kolegi, Lola do troskliwego domu tymczasowego w Czechach, skąd cierpliwie wyczekuje swojego przyszłego opiekuna. Kotki zostały wyleczone dzięki naszym funduszom, co dało im możliwość na nowe życie.

Adoptujmy zwierzaki schroniskowe! W tym świątecznym, ciepłym czasie możemy sprawić radość nie tylko naszej rodzinie, lecz także naszym braciom mniejszym zamkniętym w klatkach i boksach, dla których zima jest najsmutniejszym okresem…

PAMIĘTAJMY JEDNAK O GODNYM I ROZSĄDNYM TRAKTOWANIU ZWIERZAKÓW – NIE RÓBMY Z NICH ŚWIĄTECZNYCH PREZENTÓW, TAKICH, JAK SETKI INNYCH! W TEN SPOSÓB DZIECI OD SAMEGO POCZĄTKU UCZĄ SIĘ, ŻE ZWIERZAK TO TYLE CO ZABAWKA, TYLKO, ŻE W INNYM OPAKOWANIU! BĄDŹMY ODPOWIEDZIALNYMI OPIEKUNAMI I UCZMY NASZYCH MAŁYCH, ŻE ZWIERZĘTA TO ŻYWE ISTOTY, KTÓRYMI TRZEBA OPIEKOWAĆ SIĘ DO KOŃCA!

  • Lola
  • Lola
  • Diego

KARGO

Początkiem listopada nasza koleżanka, Olga, przygarnęła Kargo – kudłatego, pięknego, młodego psiaka, który od paru dni wałęsał się po ruchliwych ulicach Kóz, przebiegając między samochodami, autobusami i przechodniami. Podejrzewaliśmy, że psiak został porzucony, gdyż ciągle krążył po tym samym, niebezpieczny terenie. Kargo został zabrany do weterynarza, był kompletnie zaniedbany i zapchlony, z wielkim apetytem jadł podawane mu jedzenie.

Po kilku dniach poszukiwań właściciela zgłosiła się pewna osoba, która faktycznie okazała się być jego „opiekunem”. Kargo wrócił do…wielkiej, brudnej i widocznie zapchlonej budy i do garnka, zapełnianego od czasu do czasu resztami jedzenia. Po czym…uciekł i wrócił do naszej Olgi:) I tam już zostanie – w towarzystwie drugiego, schroniskowego pieska, Mobisia, w ciepłym domu zamiast budy i z miską pełną dobrego pożywienia.

Dziękujemy Oldze za interwencje, a wszystkim, którzy wpłacili na nasze konto 1% podatku, za ich wybór – dzięki Wam możemy choć trochę pomóc takim zwierzakom, jak Kargo!

  • Kargo
  • Kargo

MIGOTKA I DIDI

Przedstawiamy Wam dwa kolejne maluchy, których leczenie i pobyt w lecznicy weterynaryjnej udało się nam dofinansować. Tak jak Candy i Gizmo zostały one zabrane ze schroniska z podejrzeniem ciężkiej choroby, panleukopemi(Didi miała pierwsze, gwałtowne symptomy), do bielskiej lecznicy. Tam, pod troskliwą opieką weterynarzy, ich zdrowie wróciło do normy i teraz oba kociaki szukają odpowiedzialnych opiekunów!

Migo i Didi przebywają obecnie w domach tymczasowych w Bielsku-Białej i są do odebrania w każdej chwili. Warunkiem oddania kotek jest ich przyszła sterylizacja – gdyby każdy właściciel czworonoga o to zadbał, nasze schroniska nie pękałyby w szwach, a bezdomne zwierzaki nie musiały tułać się po ulicach. Zadbajmy o to, by nasi pupile nie mieli potomstwa – każda osoba, której podarujemy później naszego szczeniaka/kociaka, mogłaby w zamian wziąć jedno zwierzątko ze schroniska, zmieniając jego los!

kontakt do adopcji: ala@fundacjaarka.pl

  • Didi
  • Didi
  • Didi
  • Migo
  • Migo

CANDY I GIZMO

Dwa małe, kolorowe kotki, zabrane z żywieckiego schroniska końcem października wraz z trzecim kotkiem, który był w tak złym stanie, że nie przeżył nawet pierwszej nocy w lecznicy…Gizmo, maleński, biało-rudy kociak również był w bardzo kiepskim stanie – zdiagnozowano u niego panleukopemię! To dla wielu kociaków śmiertelna choroba, niektóre z nich przeżywają. Gizmo, pomimo swojego małego, wątłego ciałka, pokonał wirusa i w tej chwili nabiera sił w swoim domku tymczasowym.

Candy od początku lepiej dawała sobie radę, jest śliczną, większą i zdrową koteczką, której głównym zajęciem, oprócz spania i jedzenia, jest brykanie:) Będzie miała już dobrych opiekunów, do których zostanie oddana po kolejnym szczepieniu.

  • Candy
  • Gizmo
  • Candy i Gizmo

Takich kotków, jak Candy i Gizmo jest w schroniskach mnóstwo – ludzie, zamiast sterylizować kastrować swoje domowe zwierzęta, przynoszą je w te miejsca, uznając, że jest to najlepsze rozwiązanie. Tymczasem część tych kociaków umiera już w samym schronisku, z powodu rozmaitych chorób, infekcji, wirusów. Tym, którym udaje się wyjść, przychodzi później zmagać się z licznymi chorobami, a ich opiekunowie nieraz zniechęcają się i kotki znów trafiają do schronisk.

BĄDŹMY LUDŹMI – STERYLIZUJMY NASZE ZWIERZĘTA, ZMNIEJSZAJĄC W TEN SPOSÓB LICZBĘ BEZDOMNYCH, CHORYCH I NIECHCIANYCH ZWIERZAKÓW!


MALWINKA

Szukamy domku dla Malwinki – pięcioletniej, burej kotki wielkości półrocznego kociaka, ważącej ok. 2kg, filigranowa, zabrana ze schroniska około 3 tygodnie temu. Po szczegółowych badaniach okazało się, że Malwinka ma białaczkę – oznacza to dla kotki mniej więcej tyle, że jej dni są policzone – nie wiadomo tylko w ilu cyferkach, bo białaczkowe koty mogą żyć miesiąc, dwa, rok, dziesięć lat – nie wiadomo…Zależy to od dobrej woli jej przyszłego opiekuna, który musi (przez najbliższy czas przynajmniej) codziennie podawać jej środek wzmacniający odporność (interferon), dbać o to, by nie wychodziła na zewnątrz i najlepiej by nie miała styczności z innymi kotami – niestety białaczka jest dla nich (nie dla psów) zaraźliwa – poprzez podrapanie czy ugryzienie.

Dodatkowo, Malwinka ma problemy z jelitami, być może w skutek jej poważnej choroby, lecz nie jest to kwestia uciążliwa – wystarczy podawanie karmy weterynaryjnej, zamiast jakiegokolwiek innego jedzonka.

Malwinka jest cudowna – spragniona ludzkiej bliskości potrafi owinąć się wokół szyi, niczym ciepły, jesienny szalik:) Jest grzeczna i cierpliwa i patrzy na człowieka oczętami pełnymi tęsknoty i cierpliwości jednocześnie – czy tak patrzy każdy zwierzak schroniskowy, przyzwyczajony do wiecznego wyczekiwania…?

  • Malwinka
  • Malwinka

KACPEREK

Kacperek jest przemiłym, około szesnastoletnim (!) już pieskiem, który dwa lata temu opuścił schronisko dla bezdomnych zwierząt. Ma ciepły domek i kochających właścicieli, lecz niestety zachorował na ciężką chorobę, związaną z niewydolnością gruczołów odbytowych. Od stycznia 2010 poddawany był intensywnemu, kosztownemu leczeniu, przeszedł poważny zabieg oraz serię antybiotyków i kroplówek. Ponieważ jego leczenie okazało się zbyt kosztowne dla opiekunki Kacperka, postanowiliśmy wesprzeć Kacperka finansowo i pomóc mu w powrocie do zdrowia.

Kaperek wyzdrowiał, obecnie ma się już bardzo dobrze i jest naprawdę szczęśliwym psiakiem! Udało mu się znaleźć troskliwy dom i opuścić schronisko, które nie jest wcale miłym hotelem dla zwierząt, lecz smutnym, samotnym miejscem, w którym niektóre z oddawanych zwierząt doczekują swych ostatnich dni. Pamiętajmy o tym i opiekujmy się odpowiedzialnie naszymi czworonogami, a jeśli tylko mamy możliwość, adoptujmy pieska lub kotka ze schroniska – to niezwykle wdzięczni towarzysze!

  • Kacperek
  • Kacperek
  • Kacperek

BEHEMOTEK

Behemotek to bezdomny kocurek, który latami zamieszkiwał w piwniczkach bielskiej Starówki, dokarmiany przez życzliwe osoby. Spotkało go wiele przykrych rzeczy, jak zresztą wiele dzikich kotów: był nieraz przeganiany i odstraszany z miejsca karmienia, uległ wypadkowi podczas robót renowacyjnych na Zamku (miał zmiażdżoną przednią łapkę i nie był w stanie na niej stawać), w końcu pochorował się na dobre i wyglądał jak kłębek nieszczęść. Z ulicy zabraliśmy go początkiem września 2010r., prosto do weterynarza, gdzie spędził 2 tygodnie. Został tam odpchlony, odrobaczony, wykastrowany oraz miał przeleczone uszy (świerzbowiec). O dziwo nie miał on żadnych poważniejszych chorób, choć jego stan na to nie wskazywał.

Behemotek to typowo wolno żyjący kotek, który nie przyzwyczajony był do jakiegokolwiek zamknięcia oraz do innych, przyjaźnie nastawionych zwierzaków. Dlatego też, by umożliwić mu swobodny styl życia, Behemotek zamieszkał w stodole, w spokojnym, bielskim ogrodzie, gdzie ma swój ocieplany i wyścielony słomą domek i stałą dostawę pożywienia:) Oswoił się trochę z ludźmi, jednak wciąż pozostaje nieufny i nie pozwala się głaskać, w przeciwieństwie do każdego, domowego kot. Jest teraz bezpieczny, przybrał na wadze, wychodzi sobie na długie spacery na słoneczne pola…Dla przyzwyczajonego do ulicznego życia kocurka to naprawdę luksus!

Behemotek

FILUŚ

Kilkuletni psiak, który przez miesiąc błąkał się po centrum Jaworza k. Bielska-Białej nim został przez nas zabrany. To była Wielkanoc, 3 lata temu, a średniej wielkości kundelek biegał po okolicy z czerwoną obróżką na szyi, zachowując bezpieczny dystans od człowieka i od innych zwierząt, przychodząc jednak na dokarmianie – jak się później okazało. Spadł późny śnieg, a wraz z nim temperatura – była to dla nas niejako ostatnia deska ratunku, gdyż zmarznięty Filuś, widząc kolejną próbę zbliżenia się, podszedł sam – powoli, ze spuszczonym ogonem, usiadł naprzeciwko mnie na chodniku. Spuścił głowę i podał łapkę, pozwolił nałożyć sobie obróżkę na szyję i bez problemu wszedł do samochodu (musiał być nauczony zarówno prowadzenia na smyczy, jak i jeżdżenia autem).

Szukaliśmy Filusiowi domu 2 tygodnie, niestety bezskutecznie – zwykły kundelek, niezwykle posłuszny (wykonywał każdą komendę, każdą ze strachem w oczach i spuszczoną głową…), nie wzbudził zbytniego zainteresowania. Został więc z nami – i jest do dziś, dzielnie pilnując domu i pozostałych zwierzaków:)

Filus

Takich zwierzaków jak Filuś jest dużo więcej – są one często porzucane przez swoich właścicieli, przywiązywane do drzew w lesie i pozostawiane na śmierć głodową, oddawane do schroniska, lub wręcz tam podrzucane…NIE KRZYWDŹMY NASZYCH PODOPIECZNYCH! One ufają nam tak samo, jak ufają nam nasze dzieci, a przekreślając to zaufanie łamiemy im serca!


FOKSIU

Jak nasz Filuś, Foksiu został porzucony w samym centrum Jaworza, lecz został z niego zabrany wcześniej – od samego początku był bardzo przyjacielski, cieszył się, gdy tylko człowiek wyciągnął do niego rękę… Przespał cały wieczór, wtulony w ciepłą, zimową kurtkę, nazajutrz chętnie poszedł na spacer, jednak przez pierwszych kilka miesięcy wciąż uciekał w miejsce, po którym się wcześniej kręcił – jaworzański park. Najprawdopodobniej właśnie tam został porzucony, przy każdej ucieczce znajdowaliśmy go właśnie tam.

Teraz Foksiu ani myśli o ucieczce: ma kochającego, odpowiedzialnego opiekuna, który bardzo dba o jego zdrowie, regularnie zabiera go do weterynarza, zapewnia mu odpowiednie dla niego pożywienie i dużą ilość ruchu. Oczywiście Foksiu został wykastrowany. Życzymy wszystkim zwierzakom tak dobrych domków!:)

Foksiu

Loluś

Loluś

Loluś trafił do schroniska po wypadku, został znaleziony przy drodze. Wcześniej potrącił go pędzący samochód. Psiak trafił pod opiekę Stowarzyszenia Dla Braci Mniejszych. Jest pod kontrolą lekarza weterynarii. Rehabilitacja, leki i pielęgnacja niestety jest bardzo kosztowna. Nasza Fundacja pokrywa znaczną część kosztów leczenia . Chcielibyśmy także znaleźć dla niego dom. Piesek ma dwa lata i jest bardzo przyjacielski. Czekamy na kogoś o dobrym sercu.

Loluś

Loluś wcześniej nie mógł chodzić i trzeba było nosić go na spacery, a następnie poruszał się na specjalnym wózku. Miło nam poinformować, iż teraz Loluś chodzi. Jest to zasługa dziewczyn ze stowarzyszenia Dla Braci Mniejszych, które woziły go codziennie na rehabilitację do Katowic. Nadal szukamy dla niego domu!


Żuczek

Żuczek

Kolejny piesek, którego pomogliśmy leczyć to dwuletni, bardzo miły i grzeczny Żuczek. Był potrącony przez samochód w Bielsku- Białej i tak wystraszony, że osobom prywatnym, a w końcu służbom bielskiego schronisko łapanie go zajęło 2 dni.

Żuczek

Został przewieziony do weterynarza, gdzie okazało się, że to nie była jego pierwsza kolizja z samochodem. Żuczek ma niestety źle zrośnięty kręgosłup, lecz chodzi i porusza się sprawnie. Smutna historia tego pieska zakończyła się jednak szczęśliwie: Żuczek znalazł już swój dom i jest pod troskliwą opieką kochających ludzi.


Edzia

Edzia

To gołębica, która w wyniku zderzenia z samochodem miała ciężkie złamanie skrzydła. Weterynarz stwierdził, iż jest bardzo małe prawdopodobieństwo by kiedykolwiek normalnie latała. Edzia trafiła pod opiekę zaprzyjaźnionego z nami specjalisty od dzikich zwierząt i pod jego okiem uczyła się latać. Bardzo skutecznie – po kilkutygodniowej rehabilitacji, gołębica odfrunęła w przestworza.


Rybka

Rybka

To malutka, czteromiesięczna koteczka, która została znaleziona przy drodze, potrącona przez samochód. Nie mogąc się ruszyć czekała na pomoc. Mocno poszkodowana po wypadku odbyła długie leczenie, zakończone podwójnym sukcesem: Rybka odzyskała zdrowie i jednocześnie znalazła swój dom!


Filutka

Filutka

Kolejna, potrącona przez samochód kotka. Trzyletnia Filutka została znaleziona w ciężkim stanie i zabrana do weterynarza. Okazało się, że ma złamaną kość biodrową oraz kość krzyżową i że czeka ją długotrwałe leczenie. Zakończyła już rehabilitację w Katowicach i jest już w dużo lepszej formie. Obecnie przebywa w domu tymczasowym, czekając na troskliwych opiekunów.


Lolek

Lolek

To kolejny kotek, któremu pomagamy, współfinansując jego leczenie. Był to bezdomny dzikusek, który przez długi czas żył z innymi kotami na wolności i był dokarmiany przez starszego Pana. Pewnego dnia kocurek zniknął i wrócił dopiero po dłuższym czasie, obolały, z przetrąconą żuchwą i raną na oku. Wszystko wskazuje na to, że potrącił go samochód. Starszy Pan pomagał mu jak umiał, a w końcu zaprzyjaźnione z nami Stowarzyszenie Dla Braci Mniejszych zabrało go do weterynarza na leczenie. Lolek jest już po dwóch operacjach: amputacji oka, którego nie dało się uratować i nastawieniu żuchwy. Dzięki nim powoli wraca do zdrowia i zaczyna jeść normalnie. Obecnie przebywa w domu tymczasowym i czeka na swoją szansę!


Dżery

Dzery

To piękny, młody psiak, w wieku około 1 roku. Został znaleziony w mroźny dzień przy drodze, potrącony przez samochód. Był chudy i zmarznięty, prawdopodobnie szukał pomocy już jakiś czas. W wyniku potrącenia Dżery kulał na łapkę; przeszedł już operację usunięcia główki kości udowej, którą dofinansowaliśmy. Teraz czeka go długa rehabilitacja po zabiegu. Do Dżerego uśmiechnął się los: znalazł dobrego, odpowiedzialnego opiekuna!


Borsuk

Borsuk02

Borsuk to kolejny potrącony piesek, któremu udało nam się pomóc. Miesiąc temu zadzwoniła do nas pewna zatroskana, starsza Pani, która oznajmiła nam, że piesek, którym się opiekuje, potrzebuje pomocy. Psiakowi pół roku temu zmarł właściciel i od tamtej pory mieszkał on samotnie w piwnicy swojego opustoszałego domu, gdzie był codziennie dokarmiany przez Panią Wandę. Pozostawiony sam sobie, biegał sobie po Wilkowicach. W ten sposób w grudniu zeszłego roku został potrącony przez samochód, w skutek czego miał pewne zewnętrzne obrażenia, w tym połamane zęby. Po wizycie u weterynarza pozbierał się jednak i nadal biegał po wsi. Kolejny wypadek zdarzył się około miesiąc temu – „Borsuk nie je od trzech dni i nie wychodzi ze swojej piwnicznej kryjówki. Z pewnością został znowu potrącony.” – oznajmiła Pani Wanda. Oczywiście od razu zareagowaliśmy na to zgłoszenie i z pomocą zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej Medvet z Bielska-Białej, oraz Miejskiego Schroniska Dla Bezdomnych Zwierząt, udało się przewieźć nieco agresywnego i nieufnego psiaka na badanie lekarskie. Okazało się jednak, że jego obecne obrażenia są skutkiem dotkliwego pogryzienia przez innego psa i że konieczna jest hospitalizacja, gdyż rana na brzuchu jest bardzo rozogniona. W trakcie leczenia okazało się, że Borsuk miał również przepuklinę spowodowaną wcześniejszym wypadkiem, którą usunięto przy zabiegu kastracji. Psiak spędził w lecznicy całe 2 tygodnie, podczas których jego obrażenia zaleczono, a on sam nauczył się większej ufności do ludzi, od których towarzystwa zupełnie odwykł. W chwili obecnej Borsuk mieszka już u Pani Wandy, swojej troskliwej karmicielki, i jest z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Przed pobytem u weterynarza nie pozwalał się do siebie zbliżać, warczał i szczerzył ząbki. W tym momencie sam wskakuje na kolana i z radością daje się głaskać. Dziękujemy Pani Wandzie za interwencję, a lecznicy weterynaryjnej Medvet za fachową opiekę nad Borsukiem, którą w całości sfinansowaliśmy.