Coraz częściej stosowaną metodą oszczędzania węgla jest spalanie śmieci w domowych piecach. Najczęściej spalaniu ulegają odpady typu: papier, kartony, mieszane materiały z opakowań (tworzywa sztuczne – plastik, folia; metal – puszki po napojach), stare umeblowanie. W procesach spalania ważną rolę odgrywa temperatura spalania, gdy jest niewłaściwa (zbyt niska) w emitowanych spalinach powstają zanieczyszczenia, których oddziaływanie na środowisko naturalne i zdrowie ludzi jest bardzo szkodliwe. Spalanie różnego rodzaju materiałów w paleniskach domowych odbywa się właśnie w niskich temperaturach (200–500 °C). Procesowi temu towarzyszy emisja zanieczyszczeń do atmosfery, takich jak:
W odniesieniu do zanieczyszczeń emitowanych przez domowe kominy szczególne zagrożenie dla środowiska i zdrowia ludzi niosą tlenki azotu (głównie NO i NO2), dwutlenek siarki (SO2), tlenek węgla (CO), a także drobny pył zawierający związki metali ciężkich (zwłaszcza toksycznego ołowiu i kadmu).
Za ich szkodliwością przemawia także fakt, że są one emitowane z tzw. źródeł emisji niskiej, czyli niskich kominów domostw lub ewentualnie małych lokalnych kotłowni. W sytuacji takiej uniemożliwione zostaje wyniesienie zanieczyszczeń na duże odległości i ich rozproszenie przez wiatr, czego efektem jest lokalny wzrost substancji zanieczyszczających w powietrzu atmosferycznym.
Stan ten szczególnie nasila się w okresie jesienno-zimowym, zarówno ze względu na sezon grzewczy, jak i niesprzyjające rozprzestrzenianiu się zanieczyszczeń czynniki, głównie są to: niska temperatura oraz duża wilgotność względna powietrza.
Oddziaływanie zanieczyszczeń SO2 u ludzi powoduje trudności w oddychaniu, a u roś-lin zanik chlorofilu, czego widocznym efektem jest zamieranie blaszek liściowych. Jest przyczyną powstawania siarczanów i kwasu siarkowego, co prowadzi do suchych i mokrych opadów kwaśnych deszczy. Stopniowo kumulując się w glebie, powoduje jej zakwaszenie i zasolenie. Działa korozyjnie na konstrukcje metalowe.
NOx są przyczyną podrażniania i uszkodzenia płuc. Zawartość 280 mikrogramów NO2/m3 prowadzi do śmiertelnego zapalenia płuc, a około 47 mikrogramów NO2/m3 do bronchitu. Stężenie 0,1 mikrogramów NO2/m3 powoduje u roślin uszkodzenie liści. Podobnie jak dwutlenek siarki tworzy w powietrzu kwas azotowy, a odkładając się w glebie w postaci azotanów, szkodliwie podwyższa ich zawartość w produktach roślinnych.
CO jest trujący dla ludzi i zwierząt. Wiąże czerwone ciałka krwi, utrudniając transport tlenu. Oddziałuje także na centralny układ nerwowy. W powietrzu utlenia się do CO2.
Pył odkładając się w glebie powoduje szkodliwe dla zdrowia człowieka zanieczyszczenie roślin metalami ciężkimi. Przyspiesza powstawanie trójtlenku siarki (SO3), który w powietrzu atmosferycznym tworzy z parą wodną aerozol kwasu siarkowego.
W wyniku samorzutnych reakcji chemicznych z emitowanych pyłów zawierających węgiel organiczny i nieorganiczne chlorki, w obecności metali ciężkich (głównie miedzi) jako katalizatora oraz tlenu i pary wodnej z powietrza, powstają inne – szczególnie groźne – związki zwane dioksynami i furanami. Należą one do grupy związków kancerogennych, czyli rakotwórczych, a powstają jako produkty uboczne spalania różnych odpadów. Tak często praktykowane przez ludzi spalanie materiałów, takich, jak: drewna meblowego, zawierającego chlorowane fenole – czyli substancje do jego konserwacji oraz pozostałości farby i lakierów, które z kolei zawierają metale ciężkie (głównie I klasy, np. rtęć); torb plastikowych z polietylenu czy papieru bielonego nieorganicznymi związkami chloru z nadrukiem farb kolorowych o dodatkowej zawartości różnego rodzaju metali ciężkich – powodują powstawanie tych szczególnie groźnych dla zdrowia ludzi związków.
Stężenie dioksyn i furanów w wydobywającym się z domowych kominów dymie może wynosić 100 nanogramów/m3, dla porównania ich dopuszczalne stężenie wynosi 0,1 nanograma/m3 (norma dla spalarni śmieci).
Dla przykładu: w obrębie starej części Krakowa działa nadal około 70 tys. tego typu palenisk. Dodatkowo praktyki te uzupełnia wypalanie różnego rodzaju śmieci na obrzeżach placów targowych, a nawet w lokalnych kotłowniach opalanych węglem. Człowiek, żyjący w podobnej okolicy, wdycha dioksyny wraz z zanieczyszczonym powietrzem, najprawdopodobniej odżywia się też skażonym mięsem i pije mleko z dioksynami (do organizmu zwierząt gospodarskich dostają się także przez układ pokarmowy i oddechowy).
W przyrodzie magazynem dioksyn jest gleba i osady denne w zbiornikach wodnych. Stąd powstaje wysokie ryzyko zatrucia nimi wśród ludzi, których podstawę diety stanowią ryby z zatok lub słodkowodne, odżywiające się przecież planktonem i mułem z zanieczyszczonych zbiorników. Jako że dioksyny ze swej natury chemicznej rozpuszczają się tylko w substancjach tłuszczowych, a także gromadzą w tkance tłuszczowej, najmniej zagrażają wegetarianom. Jeśli ilość spożywanych bądź wdychanych toksyn rozłoży się równomiernie na całą narożną populację, ich skutki mogą nie być od razu zauważalne. W przypadku przyjęcia przez organizm człowieka wysokich dawek dioksyn, ich toksyczny wpływ na zdrowie może objawić się dopiero po kilkudziesięciu latach. Niestety, najczęściej w postaci chorób nowotworowych. (…)
mgr inż. ochrony środowiska Barbara Łysik
czyli polskie zobowiązania akcesyjne w gospodarce odpadami
Przedstawiając zobowiązania naszego kraju dotyczące gospodarki odpadami zawarte w traktacie z Unią Europejską dotykamy bardzo rozległej i skomplikowanej materii. Jak uregulowanie każdej większej dziedziny w europejskim prawodawstwie, tak i gospodarka odpadami doczekała się mnóstwa przepisów, często bardzo szczegółowych. Nasze zobowiązania w tym zakresie starają się nadrobić dziesiątki lat opóźnień w stosunku do Unii Europejskiej, ale także zupełnie zmienić mentalność Polaków w tych zagadnieniach.
Ostatnio próbowałem znajomemu Niemcowi wytłumaczyć czym zajmuje się prowadzona przeze mnie Fundacja ARKA. Przeglądał wydawnictwa, podobał mi się plakat z dzieckiem w masce, ale zupełnie nie mógł zrozumieć tego, że w domowym piecu tuż obok nas ktoś spala śmieci, że kubły do segregacji odpadów rozstawione są w mieście w takiej częstotliwości, iż można je widzieć bardziej jako instalację artystyczną niż pomysł na rozwiązanie problemu gospodarki odpadami. A podczas spaceru z niedowierzaniem patrzył na hałdy popiołu wyrzucane na brzeg naszych dzikich, nieuregulowanych potoków. Widać było, iż jest mocno zatroskany tymi obrazami i próbuje je zrozumieć, ulokować je jakoś we własnym systemie wartości.
Mój znajomy poddał się już zupełnie, gdy zacząłem mu tłumaczyć, iż tak naprawdę nie mamy Polsce prawa, aby skutecznie karać za palenie śmieci czy wysypywanie ich na brzegach rzek, a właściwie jest to stan tak powszechny, iż mało osób ma świadomość łamania prawa. Czy realizacja naszych zobowiązań traktatowych może zmienić tę sytuację. Zobaczmy.
Zacznijmy jednak od początku.
Nasz kraj jeszcze przed przystąpieniem do negocjacji o członkostwo w Unii Europejskiej prowadził szereg działań zmierzających do uregulowania problematyki ochrony środowiska, w tym także gospodarki odpadami. Jako kluczowe dokumenty wymienić tutaj należy I i II Politykę Ekologiczną Państwa. Wiele zmian, a zwłaszcza środków finansowych na te zmiany dostarczyła rodzima koncepcja funduszy ochrony środowiska, z których sfinansowano wiele inwestycji ekologicznych. Jednak w zakresie gospodarki odpadami musieliśmy na siebie przyjąć wręcz fundamentalne zobowiązania, gdyż tylko niewielka część naszych odpadów poddawana była odzyskowi. Większość była i jest gromadzona na wysypiskach śmieci, które i tak w większości wymagają modernizacji, a wiele nowych musimy zbudować.
Zanim zaczniemy szczegółowo analizować nasze zobowiązania przyjrzyjmy się priorytetom unijnym, które są podstawą jej polityki w zakresie ochrony środowiska. Wyznaczają je tzw. Programy Działań na Rzecz Ochrony Środowiska. Pierwszy program przyjęto w listopadzie 1973 roku, a ostatni, przyjęty w 2001 roku VI Program Działań wyznacza zadania polityki ekologicznej Unii Europejskiej w pierwszej dekadzie XXI wieku. Wskazuje on na najważniejsze, cztery obszary działań jakie w tym okresie powinny być podejmowane przez UE:
Tutaj je tylko wymieniliśmy, ale ich opis jest na tyle ciekawy, iż odsyłam wszystkich zainteresowanych do naszego forum internetowego. Właściwe negocjacje pomiędzy Polską a UE w obszarze „Środowisko” rozpoczęliśmy w grudniu 1999 roku oficjalnie rozpoczęto negocjacje. Obejmowały one plany i strategie wdrażania unijnych dyrektyw oraz wskazywały źródła finansowania. Ze strony polskiej prowadziło je Ministerstwo Środowiska we współpracy z wieloma innymi instytucjami państwowymi. Prace te zakończono w październiku 2001 roku przyjętym wspólnym stanowiskiem, w którym Unia Europejska zaakceptowała wnioski o okresy przejściowe w odniesieniu do 9 aktów prawnych.
Z pewnością nasze zobowiązania akcesyjne sprawiły, iż problematyka gospodarki odpadami została na przestrzeni ostatnich lat kompleksowo uregulowana. Stało się to możliwe przede wszystkim dzięki uchwaleniu ustawy Prawo ochrony środowiska oraz następujących ustaw, bezpośrednio odnoszących się do sposobów postępowania z odpadami:
Naszych zobowiązań dotyczących gospodarki odpadami, a wynikających z Traktatu Akcesyjnego jest bardzo dużo. Jest to skomplikowana materia zawierająca wiele precyzyjnych unormowań. Widać wyraźnie jak wiele wysiłku w najbliższych latach czeka nasz kraj, aby spełnić nasze zobowiązania. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do naszego Forum Internetowego „E – pokolenie”.
Na koniec wróćmy do naszego znajomego Helmuta. Spacerując tak po zaśnieżonych polskich górach zastanawialiśmy się czy tylko zmiana prawa i dostosowanie polskiego przemysłu może rozwiązać nasze problemy odpadowe. Niestety Unia Europejska nie wymyśliła jeszcze wprost dyrektywy, która usunęłaby śmieci z naszych rzek i uświadomiła nam, iż ich palenie w piecach domowych tylko nam szkodzi. Oczywiście staralibyśmy się i w tej materii o długi okres przejściowy. Togo, jak i wielu innych rzeczy nie zrobi za nas Unia Europejska. Musimy zrobić to sami.
Wojciech Owczarz
czyli co zmieni się w polskiej gospodarce odpadami po naszym wejściu do Unii Europejskiej?
Czytelnicy „Zielonej Ligi” pamiętają moje spotkania z niemieckim znajomym – Helmutem i wynikające z nich niezrozumienie dla naszej mentalności w zakresie śmiecenia wszystkim i wszędzie. Można powiedzieć, iż opisywało ono zupełnie inne podejście do środowiska lokalnego naszych sąsiadów. Takie zjawiska jak palenie śmieci czy wysypywanie później popiołów z pieców domowych na brzeg pobliskiej rzeki były dla mojego znajomego zupełnie niepojęte. Nie mieściły się w jego systemie widzenia świata.
„U nas nikt by o tym nawet nie pomyślał, bo przecież trujemy siebie i nasze dzieci, a nawet jak by pomyślał, a co gorsza zrobił taką rzecz, to zaraz sąsiad zadzwoniłby na policję – przekonywał mnie Helmut. – kara finansowa i wstyd we wsi byłyby dla takiego człowieka tak dotkliwe, iż zaręczam ci, nigdy by nie zrobił drugi raz takiej rzeczy”.
Czy taka sytuacja będzie miała miejsce w Polsce i czy nasze wejście do Unii Europejskiej nam w tym pomoże?
Polska wstępując do struktur europejskich musiała przyjąć do swojego systemu prawnego cały dorobek unijny, w tym oczywiście wszystkie uregulowania dotyczące ochrony środowiska i gospodarki odpadami. W tym zakresie mamy zresztą dużo okresów przejściowych, co zapewne wskazuje na skalę problemu, z którym musi zmierzyć się nasz kraj. Podajmy kilka, wskazując na numer dyrektywy i długość okresu przejściowego.
Taka jest perspektywa czasowa wielu zmian, które muszą zacząć funkcjonować w naszej gospodarce odpadami. Możemy śmiało powiedzieć, iż w kwestiach prawnych nasz kraj zrobił już bardzo dużo. Zmieniliśmy „Prawo ochrony środowiska” i kilka ustaw regulujących szczegółowo gospodarkę odpadami. Ale to są kwestie prawne, bardzo istotne, można rzec fundamentalne, ale samo prawo nie zmieni sytuacji. Potrzebujemy jeszcze ogromnych inwestycji i być może jeszcze większego wysiłku związanego z edukacją naszego społeczeństwa. Sprawa nakładów finansowych. Są ogromne. Według szacunków polskich ekspertów nakłady inwestycyjne dotyczące całego bloku zadań dotyczących ochrony środowiska wyniosą około 125 miliardów zł, a wielu zapewnia, i pewno ma rację, iż koszty te mogą być jeszcze wyższe, gdyż nakłady te nie zostały, z powodu szybkiego tempa polskich negocjacji, w pełni rozpoznane.
Pozyskanie tak dużych środków na inwestycje ekologiczne jest praktycznie tylko możliwe dzięki sprawnemu systemowi polskich funduszy ekologicznych, w tym w szczególności narodowego i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska. Gdy ktoś zna skalę wydatków, które musimy ponieść, to wie, iż oprócz samych pieniędzy musi istnieć sprawny system wydatkowania i kontroli tak ogromnych sum pieniężnych, w dużej części przekazanych nam z funduszy unijnych. Z tej perspektywy pomysły likwidacji czy ograniczania osobowości prawnej funduszy ochrony środowiska wydają się niedorzeczne. Pozostaje na jeszcze jedno zagadnienie – edukacja. Mam na myśli bardzo powszechną i szeroką edukację, gdyż często jak pada termin „edukacja ekologiczna”, to widzimy dzieci zbierające śmieci lub przygotowujące happeningi ekologiczne. To nie tylko o to chodzi. Musimy mówić o edukacji urzędników, biznesu, polityków itd.. Przykład. W naszym kraju nie wolno palić śmieci, nie wolno wypalać traw na wiosnę, nie wolno wysypywać śmieci do lasu, nie wolno … No właśnie tego wszystkiego i wielu innych rzeczy nie wolno, a i tak masowo są robione. Aby prawo działało konieczne jest stworzenie prostego systemu jego egzekwowania. Nie chodzi mi o system sądowniczy, ale o proste działania straży miejskiej czy po prostu służb gminnych, które powinny stosować kary za te wszystkie działania.
Kolejnym wyzwaniem jest faktyczne wsparcie akcji i kampanii edukacyjnych organizowanych przez organizacje ekologiczne, szkoły, instytucje ochrony środowiska. Oprócz wsparcia ze strony funduszy ochrony środowiska problematyka edukacji nie znajduje należytego zrozumienia w instytucjach samorządowych czy też w biznesie. Ostatnio rozmawiałem z jednym z pracowników firmy zajmującej się gospodarką odpadami. Zapytany o program edukacji w zakresie segregacji odpadów stwierdził, że i owszem jego firma jest w to bardzo zaangażowana, gdyż wystawiła kolorowe pojemniki w mieście. Do tego także potrzebna nam jest Unia, której urzędnicy muszą autorytarnie stwierdzić, iż bez inwestycji w edukację i informację Polska nie osiągnie ambitnych planów redukcji i odzysku odpadów. Sami na to nie wpadniemy. Już widzę jak za kilka lat, gdy będą się zbliżały terminy osiągnięcia tych wskaźników będziemy nerwowo szukali pomysłów na kampanie edukacyjne. Ale w końcu, przyparci do mury staniemy na wysokości zadania i z słowiańską fantazją wykonamy plan. Nerwowo i chaotycznie, ale się uda. Po roku 2014 obudzimy się w czystszym i praworządnym kraju. Poczujemy się lepiej! I Helmut też.
Wojciech Owczarz